sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział I ♥ : ,, Pechowy dzień "

Siedziałam pod klasą. Byłam taką małą osóbką którą wszyscy mieli gdzieś. To znaczy, może nie mieli gdzieś, bo każdy się na mnie dość dziwnie patrzał. Odstawałam od reguły. Byłam całkiem inna niż te wszystkie plastikowe dziewczyny. Kiedyś jeszcze przed tymi najgorszymi zdarzeniami w moim życiu, byłam normalną dziewczyną. Ubierałam kolorowe bluzki, sukienki. Teraz jestem małą czarną istotą strasznie zamkniętą w sobie. Nie lubię mówić ludziom o moich problemach, w sumie jest tylko jedna osoba na tym świecie która mnie rozumie - Rose. Moja najlepsza przyjaciółka która była przy mnie gdy straciłam tatę, i prawie się zabiłam przez chłopaka. Od roku jestem sama, nie umiem się pozbierać po tak ogromnej stracie. Tata zmarł cztery miesiące temu, to mnie jeszcze bardziej dobiło. Najpierw chłopak, potem tata. Miałam dość życia, chciałam umrzeć. I prawie mi się to udało bo wyskoczyłam w końcu z okna na drugim piętrze. ,, Niestety" złamałam Tylko nogę i cała się poobijałam. Na ciele mam mnóstwo blizn po tym incydencie. Ale chowam je pod czarnymi materiałami ubrań. Głównie noszę bluzy z długim rękawem żeby nie było też widać moich blizn po cięciu się. Teraz już nawet kalecząc sobie ręce nie czuję bólu i to jest najgorsze. W szkole tak się posypało, że teraz na koniec roku mam 5 zagrożeń. Staram się to wszystko popoprawiać ale widok mojego byłego w szkole wcale mi nie pomaga. Na szczęście właśnie wychodzę ze szkoły, o ile w ogóle zdam. Zawsze tłumię ból w sobie, żeby nikt nie wiedział jak bardzo mi źle.
W końcu zadzwonił dzwonek i musiałam się zebrać z podłogi.


 Schowałam pośpiesznie słuchawki do dużej czarnej torby i zauważyłam nauczycielkę od Chemii zmierzającą do naszej klasy. Otworzyła klasę i wszyscy rzucili się do wejścia, a ja 0czekałam spokojnie. Chemica rzuciła na mnie wredne spojrzenie a ja lekcewarząc ją weszłam do klasy siadając w ostatniej ławce. Lekcja się zaczęła a ja pierwsze co wyciągnęłam z torby to mój szkicownik. Zaczęłam coś tam bazgrać kiedy usłyszałam: Amy do odpowiedzi.
-Proszę pani, ja na dzisiaj nie jestem przygotowana - wykrztusiłam pierwsze swoje zdanie w tym dniu.
-Przy takim podejściu, ja Cie nie przepuszczę do następnej klasy - powiedziała.
-Ja to poprawię - powiedziałam.
-Kiedy ? Jeszcze Cie nie widziałam na zajęciach wyrównawczych. Zostało Ci dziesięć dni ! - krzyknęła.
-Niech Pani na mnie nie krzyczy, bo nie jestem głucha - odpowiedziałam złośliwie.
-Siadaj ! Jedynka ! - krzyknęła wpisując swoim czerwonym długopisem ocenę.
Super - pomyślałam.
Przez resztę lekcji rysowałam dalej swój twórczy rysunek aż w końcu usłyszałam dzwonek.


 Wyszłam pośpiesznie ze szkoły i pobiegłam do autobusu. Oczywiście bez biletu podjechałam dwa przystanki i doszłam do domu. Mieszkałam w bardzo małym i starym domku. Był bardzo zaniedbany. Weszłam jak najciszej umiałam, lecz drzwi strasznie skrzypiały.
- Amy ! - usłyszałam na wstępie.
- Co znowu ? - zapytałam wchodząc do salonu.
- Poprawiłaś mam nadzieję zagrożenia - powiedziała.
- Jeszcze nie - odpowiedziałam.
- Na co ty czekasz !? Zaraz są konsultacje to się wybiorę zapytać się czy w ogóle coś robisz w kierunku poprawy ! - krzyknęła.
-Idź, i daj mi już spokój - powiedziałam wchodząc na górę do swojego pokoju.


Mój pokój był bardzo przytulny, ciemny i znajdował się na poddaszu. Był on moim ulubionym miejscem w całym domu. W pokoju miałam duże, dwuosobowe łóżko, obok stała szafka nocna z lampką, zegarkiem i innymi przedmiotami. Na przeciwko wejścia do pokoju znajdowało się małe okno, a nad nim jakieś rysunki. Obok okna znajdował się telewizor. W drugiej części pokoju miałam dość małą szafę, biurko i stolik z farbami, ołówkami i innymi zestawami plastycznymi. Był to taki kącik do tworzenia nowych dzieł. Nad biurkiem powieszone były moje obrazy.


Położyłam się na łóżku rozmyślając o życiu. Wyciągnęłam kartkę z wypisanymi przedmiotami z których mam zagrożenia :
- Matematyka
-Historia
-Chemia
-Niemiecki
-Biologia

Muszę się wziąć w garść - pomyślałam wkładając zeszyt od Matematyki do torby. Dość szybko ubrałam swoje czarne, zniszczone glany i wyszłam. Szłam szybkim krokiem do ciężkiej rockowej muzyki. W końcu doszłam na przystanek i wsiadłam w pierwszy autobus jadący w stronę mojej szkoły. Jechałam piętnaście minut. Gdy autobus już dojeżdżał na przystanek na którym miałam wysiąść wstałam z siedzenia i stanęłam przy wyjściu. Autobus się zatrzymał, lecz drzwi się nie otworzyły. Nagle do autobusu pierwszymi drzwiami wsiadło trzech wysokich mężczyzn. Serce zaczęło mi bić o wiele szybciej ze strachu bo okazało się że to kanary. 
-Bilety do kontroli - powiedział jeden z nich patrząc na mnie srogim wzrokiem.
-Nie mam - odpowiedziałam.
-Czyli zapłaci pani karę. Czy pani nie wie że podróżując autobusem należy mieć bilet ? - zapytał.
-Wiem, ale jechałam tylko dwa przystanki - próbowałam jakoś się bronić.
-Nie interesuje mnie to, płaci pani karę w wysokości 110 zł - powiedział z naburmuszoną miną wręczając mi mandat.
-Cudownie, Dowidzenia - powiedziałam złośliwie.
Wyszłam z autobusu wściekła na cały świat. Pytałam się w myślach kiedy ten dzień się wreszcie skończy, bo miałam dość. W domu były problemy z pieniędzmi, więc matka mnie zabije za ten pieprzony mandat. W końcu doszłam do szkoły i weszłam na górę wchodząc do klasy matematycznej.
-  Dzień Dobry - zaczęłam.
- O, Amy - nauczycielka spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Przyszłam z panią porozmawiać - uprzedziłam, i w tym momencie wszystkie osoby znajdujące się w sali dziwnie na mnie zerknęły.
- Jasne, siadaj - zaproponowała - więc zajęłam pierwszą ławkę obok jej biurka.
- Chciałabym się zapytać co mam poprawić, żeby nie mieć zagrożenia - powiedziałam wprost.
- Rozumiem, tu jest zagrożenie tak zwane awaryjne. Więc wystarczy że napiszesz sprawdzian z procentów i kartkówkę z geometrii, tą ostatnią - powiedziała nauczycielka uśmiechając się.
- Dobrze, czyli mam przyjść za tydzień o tej samej porze ? - zapytałam.
- Z tego co wiem, masz jeszcze cztery zagrożenia. Myślę że nie zdążysz. Przyjdź jutro o 14.30 dobrze ? - zapytała.
- Dobrze, dziękuje - powiedziałam wychodząc z klasy.


Rose: Jak tam ?
Amy: Jutro mam matme, poprawiam zagrożenie.
R: To dobrze, jak humor ?
A: A jaki może być? Beznadziejny, w ogóle mama się czepia że się nie wygrzebię z zagrożeń.
R: To się zdziwi.
A: No chyba...
R: Jak z ... ? No sama wiesz...
A: Nie pytaj o niego, sorry cześć.

Wyłączyłam laptopa. Na samo wspomnienie o ,, nim " robiło mi się strasznie smutno. Był chłopakiem, z którym chciałam spędzić całe życie. Rozumiał mnie lepiej niż kto kolwiek, nie był taki sam jak ja.. Był takim skrytym mężczyzną z brązowymi włosami i piwnymi oczami. Miał 17 lat i nazywał się Dean.Byłam w nim zakochana po uszy, wciągnął mnie w palenie papierosów. Do tej pory nie wygrzebałam się z nałogu. Najgorsze było to, że zdradził mnie na moich oczach. Ja ? Słaba, niewinna, taka mała szara myszka..


nie myślałam co robię. Widziałam tylko to, że całowali się na moich oczach. Potem niby sie tłumaczył ze to ona go pocałowała, ale nie obchodziło mnie to, jakby nie chciał to by ją odepchnął. Ludzie potem mówili że się opili i spali razem. To mnie jeszcze bardziej dobijało. Po wyjściu z tych cholernych urodzin przyjaciółki, bo były to urodziny Rose pobiegłam do pewnego wieżowca i skoczyłam z drugiego piętra. Byłam bliska śmierci, jednak stał się cud - tak powiedział lekarz. Rose powtarza że widocznie Bóg potrzebuje mnie na tej ziemi i dlatego nie pozwolił mnie zabrać. Od tego incydentu zaczęłam się ciąć. Stan mojego zdrowia dalej nie jest prawidłowy bo mam problemy z sercem. Od zdarzenia na urodzinach nie widziałam już Deana. Mam nadzieję że nigdy go już nie zobaczę, bo to zaboli. Po trzech miesiącach dowiedziałam się od matki że tata umarł w wypadku samochodowym - załamałam się. To co czułam, nie jest w stanie nic opisać, nikt. Po śmierci zaczęłam się ciąć jeszcze bardziej. Tata był wyrozumiały, zawsze mogłam z nim porozmawiać. Od jego odejścia czuję pustkę, której nic i nikt nigdy nie wypełni. Codziennie chodzę na cmentarz i rozmawiam z ojcem.Teraz nadal cierpię, nie pozbierałam się po śmierci, dalej płaczę po nocach że taty nie ma, a Deana dalej kocham i tęsknie mimo to że tak bardzo mnie zranił ... Życie jest brutalne ..




Czytelnicy !
Pierwszy rozdział ...
Jak wam się podoba ?
Proszę o opinie w komentarzach :))