***
Obudziłem się obok Amy. To była najcudowniejsza noc w moim życiu, pomimo tego że do prawie niczego nie doszło. Choć była okazja. Po cichu wymknąłem się z łóżka i zostawiłem ją na chwilkę. Drzwi otwierałem bardzo powoli żeby nikt z domowników - a właściwie mama Amy się nie obudziła. Była 8 rano. Wyszłem z pokoju i lekko wychyliłem się na dół. W salonie i kuchni jej nie było. Po cichu zszedłem na palcach na dół , sprawdziłem wszystkie pomieszczenia . Dopiero w kuchni na blacie zobaczyłem kartkę : ,, Amy, jestem w pracy - nadgodziny . Będę o 18 " .Oczywiście ucieszyłem się. Siadłem na sofie zastanawiając się jak romantycznie obudzić Amy. W pewnej chwili usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi wejściowe do domu. Okropnie się przestraszyłem. W ostatniej chwili schowałem się w łazience. Modliłem się żeby tam nie weszła. Obserwowałem przez okienko każdy jej ruch. Kobieta weszła do kuchni, zabrała z lodówki jakiś pakunek, po czym wzięła z salonu zieloną teczkę i wyszła z domu zamykając go na klucz. Strach nie pozwalał mi zostać w salonie. Poszłem więc do Amy. Położyłam się obok niej opierając się ręką o łóżko.
***
Obudził mnie słodki pocałunek Deana. To najlepsza pobudka w moim życiu. Otworzyłam oczy uśmiechając się do niego. Promienie słońca rozświetlały mu twarz, wyglądał cudownie. Chwyciłam ręką jego nagi tors zatrzymując się zaraz przy bokserkach. Spojrzał na mnie niewinnie po czym zaczął mnie całować. Nie minęła chwila a już leżał na mnie. Chyba odebrał jakiś zły znak. Ale podobało mi się. Posuwał się coraz dalej. Jedna ręka spoczywała na moim brzuchu-delikatnie próbował dostać się do stanika, a drugą podpierał się aby mnie nie zgnieść. Próbował ściągnąć mi koszulkę ale odmówiłam. Delikatnie zrzuciłam go z siebie po czym przykryłam się Kordłą. Patrzałam w jego czekoladowe niewinne oczy. Chwilkę wpatrywał się speszony w poduszkę, po czym powiedział :
-Przepraszam. Powinienem się hamować.
-Okej, nic się nie stało - znowu się uśmiechnęłam.
Leżeliśmy jeszcze z godzinę, potem wybraliśmy się na lody to pobliskiej kawiarni. Dean kupił mi przepyszne lody śmietankowe z malinami i polewą. Usiedliśmy na przeciwko siebie i wpatrywaliśmy się sobie nawzajem w oczy. Nic nie mówiłam, on też nie. Cały czas nie mogłam uwierzyć że to się dzieje naprawdę. Po chwili Dean nachylił się nad stołem i dostał się do moich ust. Nasz pocałunek trwał tylko chwilkę, choć chciałabym żeby trwał wieczność. Dean nagle odwrócił się i spojrzał na stolik przy którym siedziała niska dziewczyna. Nie była nawet ładna. Szatynka, krótkie włosy, szare oczy. Makijaż jak u jakiegoś potwora, ubrana też była beznadziejnie.
- Dean ! - krzyknęłam.
- Kochanie ... - powiedział przepraszajacym głosem.
W tej sekundzie podeszła do nas dziewczyna z tylnego stolika.
- Cześć ! Dean, ale się stęskniłam - powiedziała całując go w policzek.
- My się w ogóle znamy ? - zapytał zszokowany.
- Pewnie ! Jak możesz w ogóle !? Całowaliśmy się trzy tygodnie temu, potem ci napisałam że się zakochałam. Cieszyłeś się baaardzo - powiedziała z szerokim uśmiechem.
- Czy możecie mi wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi ?! - krzyknęłam wściekła.
- To proste dziewczyno, twój chłopak Cię zdradził na tych urodzinach, zerwałaś. Potem za tobą biegał. Ale wkurzył się że mu nie chcesz wybaczyć i się ze mną umówił wiadomo w jakiej sprawie. Było fajnie - powiedziała złośliwie.
- Zamknij się ! Kłamiesz ... - powiedział wściekły Dean, grał. Był idealnym aktorem. Wiedziałam jednak że kłamie ...
- Jak mogłeś !? Latałeś za mną od paru ładnych miesięcy, mówiłeś mi że mnie kochasz, a mimo to całowałeś się z nią !? Mam tego wszystkiego dość ! Zostaw mnie w spokoju ! - krzyknęłam wychodząc z lodziarni. Szłam pewnym, szybkim krokiem. Dean biegł za mną krzycząc ,, Amy ! Ona kłamie ! Błagam, kocham Cię ! " .
- Amy ! Proszę cię wyłaź. Mam nagłą potrzebę ! - zaczęła mama pod drzwiami łazienki.
Szybko przypudrowałam twarz żeby była jaśniejsza , walnęłam jakiś mocniejszy makijaż , uśmiechnęłam się i wyszłam z łazienki.
- Już , pali się ? - zapytałam.
- Nie, ale serio muszę. - powiedziała wchodząc do łazienki.
Usiadłam spokojnie na sofie wpatrując się w sufit.
-Amy, zapomniałam. Jakiś chłopak czeka na Ciebie pod domem. Mówi że to ważne. Szatyn z czapką z daszkiem na głowie - powiedziała z uśmiechem wracając do łazienki.
-Nie obchodzi mnie to ! -ryknęłam udając się do mojego pokoju. Zaczęłam coś malować na dużej kartce papieru. Miałam zamiar wyrazić swój smutek na obrazie. Używałam czarnego, szarego, ciemnego granatu, niewielkie ilości czerwieni. Nie myślałam o niczym. Tylko o malowaniu. Wciągnęłam się.
-Amy, ja wychodzę - powiedziała mama wchodząc do mojego pokoju.
-Gdzie idziesz ? - zapytałam.
-Czy to ważne ? Możliwe że nie wrócę na noc. Idę do pracy - skłamała. Widziałam po jej oczach.
-Amy... Ona kłamała. Jak możesz ?! - zapytał wściekły.
-Skąd ja mam wiedzieć że ona kłamie ?! Nie rozumiesz że nie ufam ci w 100 % po tym wszystkim. Ja po prostu nie wiem czy mogę ci ufać rozumiesz !? A teraz idź już do domu i zostaw mnie !! - krzyczałam. Odwróciłam się i szłam w kiedynku drzwi wejściowych.
W ostatniej chwili chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie sprawiając że znalazłam się przed nim. A przecież przed chwilą byłam obrócona do niego plecami. ,, Nigdy cię nie zostawię " szepnął po czym zamknął moje usta silnym pocałunkiem. Objęłam go. Był lodowaty. Nie przestając się całować weszliśmy do mnie do domu. Zamknęłam drzwi na klucz. Dean wziął mnie na ręce.
Położył mnie delikatnie na sofie a zaraz potem położył się na mnie. Całował dalej . Wszystko było na swoim miejscu. Nic się nie liczyło - tylko on.
***
Przepraszam że tak późno :*
Długo pracowałam nad tym rozdziałem c :
Podoba się ?
Jest dość długi - za to że tak długo mnie nie było.
