niedziela, 9 grudnia 2012

Zawieszam.

Nie mam weny, kompletnie nie wiem jak kontynuować tą książkę. Brak pomysłów i w ogóle. Bardziej ostatnio piszę ' Zatracenie ' - http://pamietniknastolatki15.blogspot.com/ .
Na pewno do was wrócę z nowymi pomysłami. Kiedy ? Sama nie wiem ... Teraz będę miała egzaminy gimnazjalne i w ogóle - dlatego też ten brak czasu ...


Pozdrawiam :*




czwartek, 1 listopada 2012

Rozdział V : ,, Noc z Deanem "

Obudziłam się około trzeciej w nocy. Czułam bardzo intensywny zapach Deana, uwielbiałam go. Leżałam na jego nagim torsie ponieważ spał bez koszulki. Dla jasności - wczoraj nic nie zaszło oprócz drobnych pieszczot i całowania. Spało mi się idealnie, najlepiej na świecie. Obserwowałam jak śpi. Jedną ręką mnie obejmował druga swobodnie leżała  na kołdrze. Uległam. Pozwoliłam mu zostać, nie mogłam dużej mu odmawiać. Po co odmawiać szczęściu ? Tata zawsze mnie uczył że trzeba wybaczać ... Więc wybaczyłam. Nie, nie żałuję. Przytuliłam się z całych sił do Deana i ponownie zasnęłam.

sam winchester

***
Obudziłem się obok Amy. To była najcudowniejsza noc w moim życiu, pomimo tego że do prawie niczego nie doszło. Choć była okazja. Po cichu wymknąłem się z łóżka i zostawiłem ją na chwilkę. Drzwi otwierałem bardzo powoli żeby nikt z domowników - a właściwie mama Amy się nie obudziła. Była 8 rano. Wyszłem z pokoju i lekko wychyliłem się na dół. W salonie i kuchni jej nie było. Po cichu zszedłem na palcach na dół , sprawdziłem wszystkie pomieszczenia . Dopiero w kuchni na blacie zobaczyłem kartkę : ,, Amy, jestem w pracy - nadgodziny . Będę o 18 " .Oczywiście ucieszyłem się. Siadłem na sofie zastanawiając się jak romantycznie obudzić Amy. W pewnej chwili usłyszałem jak ktoś otwiera drzwi wejściowe do domu. Okropnie się przestraszyłem. W ostatniej chwili schowałem się w łazience. Modliłem się żeby tam nie weszła. Obserwowałem przez okienko każdy jej ruch. Kobieta weszła do kuchni, zabrała z lodówki jakiś pakunek, po czym wzięła z salonu zieloną teczkę i wyszła z domu zamykając go na klucz. Strach nie pozwalał mi zostać w salonie. Poszłem więc do Amy. Położyłam się obok niej opierając się ręką o łóżko.
***

Obudził mnie słodki pocałunek Deana. To najlepsza pobudka w moim życiu. Otworzyłam oczy uśmiechając się do niego. Promienie słońca rozświetlały mu twarz, wyglądał cudownie. Chwyciłam ręką jego nagi tors zatrzymując się zaraz przy bokserkach. Spojrzał na mnie niewinnie po czym zaczął mnie całować. Nie minęła chwila a już leżał na mnie. Chyba odebrał jakiś zły znak. Ale podobało mi się. Posuwał się coraz dalej. Jedna ręka spoczywała na moim brzuchu-delikatnie próbował dostać się do stanika, a drugą podpierał się aby mnie nie zgnieść. Próbował ściągnąć mi koszulkę ale odmówiłam. Delikatnie zrzuciłam go z siebie po czym przykryłam się Kordłą. Patrzałam w jego czekoladowe niewinne oczy. Chwilkę wpatrywał się speszony w poduszkę, po czym powiedział :
-Przepraszam. Powinienem się hamować.
-Okej, nic się nie stało - znowu się uśmiechnęłam.
Leżeliśmy jeszcze z godzinę, potem wybraliśmy się na lody to pobliskiej kawiarni. Dean kupił mi przepyszne lody śmietankowe z malinami i polewą. Usiedliśmy na przeciwko siebie i wpatrywaliśmy się sobie nawzajem w oczy. Nic nie mówiłam, on też nie. Cały czas nie mogłam uwierzyć że to się dzieje naprawdę. Po chwili Dean nachylił się nad stołem i dostał się do moich ust. Nasz pocałunek trwał tylko chwilkę, choć chciałabym żeby trwał wieczność. Dean nagle odwrócił się i spojrzał na stolik przy którym siedziała niska dziewczyna. Nie była nawet ładna. Szatynka, krótkie włosy, szare oczy. Makijaż jak u jakiegoś potwora, ubrana też była beznadziejnie.
- Dean ! - krzyknęłam.
- Kochanie ... - powiedział przepraszajacym głosem.
W tej sekundzie podeszła do nas dziewczyna z tylnego stolika.
- Cześć ! Dean, ale się stęskniłam - powiedziała całując go w policzek.
- My się w ogóle znamy ? - zapytał zszokowany.
- Pewnie ! Jak możesz w ogóle !? Całowaliśmy się trzy tygodnie temu, potem ci napisałam że się zakochałam. Cieszyłeś się baaardzo - powiedziała z szerokim uśmiechem.
- Czy możecie mi wyjaśnić o co w tym wszystkim chodzi ?! - krzyknęłam wściekła.
- To proste dziewczyno, twój chłopak Cię zdradził na tych urodzinach, zerwałaś. Potem za tobą biegał. Ale wkurzył się że mu nie chcesz wybaczyć i się ze mną umówił wiadomo w jakiej sprawie. Było fajnie - powiedziała złośliwie.
- Zamknij się ! Kłamiesz ... - powiedział wściekły Dean, grał. Był idealnym aktorem. Wiedziałam jednak że kłamie ...
- Jak mogłeś !? Latałeś za mną od paru ładnych miesięcy, mówiłeś mi że mnie kochasz, a mimo to całowałeś się z nią !? Mam tego wszystkiego dość ! Zostaw mnie w spokoju ! - krzyknęłam wychodząc z lodziarni. Szłam pewnym, szybkim krokiem. Dean biegł za mną krzycząc ,, Amy ! Ona kłamie ! Błagam, kocham Cię ! " .

las

Dusiłam łzy . Powtarzałam sobie tylko - nie będę płakać, nie będę płakać, nie będę ! Szłam coraz szybciej. W końcu doszłam do domu. Zamknęłam odruchowo drzwi na klucz, pozamykałam wszystkie okna i zasłoniłam rolety. Rzuciłam się na łóżko i wybuchłam milionem łez. Teraz już mogłam płakać  - gdy nikt nie widział i nie słyszał. Mój płacz przerwał dźwięk telefonu - Dean. Zostaw mnie ! - krzyknęłam przez zaciśnięte zęby . Wyłączyłam telefon rzucając nim o ścianę. Wpadł za komodę. Nie obchodziło mnie to. Płakałam przez jakieś dwie godziny. Drzwi, otwierający się zamek, kroki, mama ! Wbiegłam szybko do łazienki. Umyłam pośpiesznie twarz- byłam cała czerwona, oczy małe jak u ryby.
- Amy ! Proszę cię wyłaź. Mam nagłą potrzebę ! - zaczęła mama pod drzwiami łazienki.
Szybko przypudrowałam twarz żeby była jaśniejsza , walnęłam jakiś mocniejszy makijaż , uśmiechnęłam się i wyszłam z łazienki.
- Już , pali się ? - zapytałam.
- Nie, ale serio muszę. - powiedziała wchodząc do łazienki.
Usiadłam spokojnie na sofie wpatrując się w sufit.
-Amy, zapomniałam. Jakiś chłopak czeka na Ciebie pod domem. Mówi że to ważne. Szatyn z czapką z daszkiem na głowie - powiedziała z uśmiechem wracając do łazienki.
-Nie obchodzi mnie to ! -ryknęłam udając się do mojego pokoju. Zaczęłam coś malować na dużej kartce papieru. Miałam zamiar wyrazić swój smutek na obrazie. Używałam czarnego, szarego, ciemnego granatu, niewielkie ilości czerwieni. Nie myślałam o niczym. Tylko o malowaniu. Wciągnęłam się.
-Amy, ja wychodzę - powiedziała mama wchodząc do mojego pokoju.
-Gdzie idziesz ? - zapytałam.
-Czy to ważne ? Możliwe że nie wrócę na noc. Idę do pracy - skłamała. Widziałam po jej oczach.
farby

Malowałam dalej. Po godzinie skończyłam. Powiesiłam udany obraz na ścianie. Poddałam się - wyciągnęłam telefon zza komody. Odczytałam tylko wiadomość od mamy. ,, Amy ten chłopak nadal czeka na Ciebie przed domem. Przekazałam mu to co mi kazałaś, ale on dalej tam czeka. Nie bądź taka. Idź do niego " Nie, nie, nie ! Nigdzie nie idę. Nie chcę. Nie mam mu nic do powiedzenia. Zeszłam na dół i położyłam się na sofie. Nie mogłam wytrzymać. Podeszłam pod drzwi wejściowe i spojrzałam przez lipko. Siedział na ławce ze spuszczoną głową. Na dworze było już zimno i ciemno. Godzina 20. Usiadłam obok drzwi myśląc o wszystkim. Myśl że marźnie tam na tej ławce nie dawała mi spokoju. Zastanawiałam się czy spędzi tam całą noc ? Pobiegłam na górę i położyłam się na łóżku. Zasnęłam z słuchawkami w uszach. Pierwsza w nocy - obudził mnie koniec playlisty. Zbiegłam szybko na dół i ponownie spojrzałam przez lipko. Siedział tam, i trząsł się z zimna. Nie wytrzymałam. Przekręciłam górny zamek i wyszłam na dwór. Powoli podniósł głowę patrząc mi w oczy. Nic nie powiedziałam. Jego oczy były szklane a usta układały się w małą podkowę. Wstał gwałtownie, chwycił mnie za ręce i pocałował w policzek. Zesztywniałam.
-Amy... Ona kłamała. Jak możesz ?! - zapytał wściekły.
-Skąd ja mam wiedzieć że ona kłamie ?! Nie rozumiesz że nie ufam ci w 100 % po tym wszystkim. Ja po prostu nie wiem czy mogę ci ufać rozumiesz !? A teraz idź już do domu i zostaw mnie !! - krzyczałam. Odwróciłam się i szłam w kiedynku drzwi wejściowych.
W ostatniej chwili chwycił mnie za rękę i przyciągnął do siebie sprawiając że znalazłam się przed nim. A przecież przed chwilą byłam obrócona do niego plecami. ,, Nigdy cię nie zostawię " szepnął po czym zamknął moje usta silnym pocałunkiem. Objęłam go. Był lodowaty. Nie przestając się całować weszliśmy do mnie do domu. Zamknęłam drzwi na klucz. Dean wziął mnie na ręce.

para

Położył mnie delikatnie na sofie a zaraz potem położył się na mnie. Całował dalej . Wszystko było na swoim miejscu. Nic się nie liczyło - tylko on.



***

Przepraszam że tak późno :*
Długo pracowałam nad tym rozdziałem c :
Podoba się ?
Jest dość długi - za to że tak długo mnie nie było.

Pozdrawiam, 




wtorek, 25 września 2012

Rozdział IV : ,, Wyjątkowy dzień "

Obudziło mnie głośne walenie do drzwi. Zbiegłam szybko na dół w majtkach i bluzce na ramiączkach. Wystawiłam tylko głowę za drzwi ponieważ byłam w piżamie.
- WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO AMY ! - krzyknęła cała moja paczka z Rose na czele.
- Pamiętaliście ? Dziękuję ! Nawet ja zapomniałam że kończę dzisiaj te 16 lat. Czuję się staro - powiedziałam z uśmiechem.
- Staro ? Ja mam 18, i czuję się młodo - wtrącił Olivier.
- Okej, wiecie co, ja jestem w piżamie - powiedziałam.
- Mówi się trudno - powiedziało kilka osób jednocześnie.
Wszyscy zaczęli wchodzić do domu, na końcu stał Dean. Uśmiechnął się do mnie zalotnie po czym wszedł do domu. Pobiegłam szybko na górę i ubrałam się w fioletową koronkową sukienkę.



Włożyłam pośpiesznie czarne buty i starannie pokręciłam włosy. Wyszłam do salonu gdzie siedziała już grupka moich przyjaciół. Dean padł z wrażenia widząc mnie w tej sukience. Zaczęliśmy imprezę już od rana. Wiedziałam że mamy już dzisiaj raczej w domu nie zastanę, ponieważ nie lubiła ona moich znajomych. Rose od razu puściła muzykę i zamknęła drzwi wejściowe na patent. Olivier otworzył ogromną torbę z alkoholem. Wszyscy zaczęli się bawić już od rana. Dean podszedł do mnie jako pierwszy - wręczył mi małą niebieską paczuszkę z białą wstążeczką .


- No to tradycyjnie, najlepszego - zaśmiał się.
- Nie musiałeś mi nic kupować - uśmiechnęłam się.
- Ale chciałem - swierdził - otwórz - zaproponował .
Starannie odwiązałam kokardkę i otworzyłam pudełeczko w którym była śliczna bransoletka a pod nią ładnie złożona fioletowa bandamka. 


- Śliczna... - powiedziałam z zachwytem .
- Cieszę się że Ci się podoba - uśmiechnął się .

Godzina piętnasta .

Wszyscy już nieźle wstawieni. Oprócz prezentu od Deana dostałam jeszcze wiele innych prezentów : duże czarne słuchawki, czerwoną szminkę, pamiętnik, książkę, skarbonkę, kubek, kolczyki, zestaw kosmetyków itd. Przyszedł czas na tort. Wszyscy się opierali o blat w kuchni. Wyciągnęłam z lodówki swój tort urodzinowy. Dean włożył świeczki i zapalił je. Udało mi się zdmuchnąć wszystkie na raz. Rozległy się gromkie brawa i Rose otworzyła szampana. 



Godzina dwudziesta .

Wszyscy powoli zbierali się do domów. Niektórzy byli tak wstawieni że położyli się na sofie. Impreza powoli dobiegała końca. Z piętnastu osób zostało dziesięć. Powoli zaczęłam sprzątać. O 21 miała wrócić mama, więc musiałam wszystko ogarnąć.
- Ludzie ! Zbieramy się  - krzyknęłam .
Wszyscy znali moją matkę więc bez zastanowienia zaczęli się zbierać. Gdy wszystko posprzątałałam usiadłam na sofie i zaczęłam odpoczywać. Pół godziny później wszyscy wyszli. Prawie zasypiałam, lecz usłyszałam głos Deana.
- Może ci w czymś pomóc ? - zapytał.
- Dean, jeszcze tu jesteś ? - zapytałam.
- Tak, chcę porozmawiać - powiedział zmierzając do mojego pokoju. 
- Poszłam za nim zamykając swoje drzwi od pokoju na klucz. Usiedliśmy na łóżku. 
- Wiesz że cholernie mi na Tobie zależy - zaczął .
- Wiem, ale co z tego ? - zapytałam dość grzecznie.
- Nic - uśmiechnął się. 
Znowu to zrobił, dotknął moje wargi swoimi. Nie minęła sekunda a już leżał na mnie. Było mi tak cudownie że nie chciałam aby przestawał. Po półgodzinnych pieszczotach usłyszałam jak mama wchodzi do domu. 
-Dean - szepnęłam.
-Co jest ?  - zapytał.
-Mama - powiedziałam cicho - Schowaj się.
Wszedł szybko do mojej ogromnej szafy. Pobiegłam na dół.
-Jak urodziny ? - Zapytała na wstępie.
-Dobrze, jest w miarę czysto czyż nie ? - zapytałam.
-Tak, może być. Oczywiście jesteś już sama tak ? - zapytała.
-Tak, oczywiście. Idę spać, jestem wykończona. Dobranoc - powiedziałam zdenerwowana.
Pobiegłam na górę zamykając za sobą drzwi. Dean pośpiesznie wyszedł z szafy rzucając się na mnie. Całował mnie zachłannie po szyi i ustach, czułam się jak w niebie. Czułam jak jego ręka powoli ssuwa się coraz niżej. Zaczął mnie rozbierać. 
-Dean opamiętaj się - syknęłam.
-Nie dam rady - zaśmiał się.
W końcu zrzuciłam go z siebie i usiadłam na nim. Patrzał na mnie niewinnie jakby nic się nie stało. Chwycił mnie za tyłek po czym przyciągnął do siebie. Pocałował mnie ponownie. Byliśmy wykończeni. Wskoczyłam szybko pod kołdrę przytulając się do Deana. Zasnęłam ...



Kochani !
Przepraszam ;c Wiem, miałam dodać rozdział miesiąc temu ...
Nie miałam niestety weny ani czasu. 
Dzięki za wyświetlenia ♥ 

Pozdrawiam.





środa, 25 lipca 2012

Rozdział III ♥ : ,, Zaufanie "

O dziwo obudziłam się z uśmiechem ? Chyba podobał mi się wczorajszy dzień. Dean pokazał że mu zależy, ale to jeszcze nie koniec. Ja całkiem przypadkiem pokazałam mu że nie jest mi obojętny i że jednak coś do niego czuję, choć tak bardzo kłamałam że jest mi obojętny. Pfff... teraz dotarło do mnie jaka głupia jestem. Przecież Dean to cały mój świat! Pewnie teraz leży w łóżku, tak jak ja i zastanawia się czy spałam w jego koszulce- pomyślałam i uśmiechnęłam się po raz drugi w tym dniu. Nie wiem dlaczego, ale czułam że ten dzień będzie wyjątkowy, że zdarzy się coś niezwykłego. Od dość długiego czasu nie doznaję szczęścia. Codziennie był płacz, ból, rany, smutek, krzyk ... Dzisiaj mój dzień się zaczął pozytywnie.


 Ciekawe co Dean dzisiaj wymyśli... - zastanawiałam się. Wstałam bardzo wyspana, i z chęcią zaczęłam szykować się do szkoły.Oczywiście nie śpieszyło mi się ani na lekcje, ani na wyrównawcze. Pragnęłam iść do szkoły tylko po to, żeby go zobaczyć. Jego ciemne włosy uczesane w ,, artystyczny nieład " , jego oczy które promieniowały szczęściem tylko wtedy gdy był obok mnie. Bliskość z nim była dla mnie narkotykiem. Zawsze było mi mało. Po kilkugodzinnym przytulaniu, zawsze gdy się rozstawaliśmy  ledwo wyszłam z jego domu, albo on z mojego i już tęskniłam. Był jak narkotyk a gdy go zabrakło musiałam zmienić dilera,na tego który sprzedawał już narkotyki w postaci marychy, albo jakieś innego świństwa.


Teraz mój narkotyk częściowo wrócił. Wzięłam szybki prysznic i zbiegłam do kuchni w samych bokserkach i bluzce Deana. Mama się krzywo na mnie patrzyła, jakby to było takie dziwne że ludzie się uśmiechają. W sumie, jeśli chodzi o mnie to był to rzadki widok. Zjadłam płatki z mlekiem a potem wróciłam na gorę. Spakowałam wszystkie książki i założyłam czarne spodenki. Tym razem zmieniłam bluzkę bo Dean na razie nie może się dowiedzieć że go kocham. To by było zbyt łatwe. Musi się trochę pomęczyć, poczekać pocierpieć. Tak wiem, dziwna jest ta moja logika, ale tak będzie lepiej. Bo im dłużej się na coś czeka, tym bardziej się to potem docenia. Założyłam jakieś kolczyki i wyszłam z domu wcześniej niż zawsze. Przed domem miałam dwuosobową huśtawkę więc usiadłam na niej i zaczęłam powtarzać sobie chemię. Po jakimś czasie przyszedł do mnie mój czarny kot. Trzyletni. Dostałam go na urodziny od taty gdy żył. Dlatego był dla mnie taki cenny. Zorientowałam się że już strasznie późno i pognałam na przystanek. Wpadłam do autobusu jak z procy i stanęłam zaraz przy drzwiach. Autobus dojechał na miejsce.


Wysiadłam wpadając na stojącego przed drzwiami Deana.
-Cześć, jakie miłe przywitanie. Całą noc o tobie myślałem - uśmiechnął się.
-Nie masz co robić po nocach? Ja wolę spać - skłamałam - A teraz przepraszam ale zmykam na chemię- powiedziałam zostawiając go samego.
- Mogę Cię odprowadzić czy to też zbyt wiele? - zapytał złośliwie.
- Sama dojdę, chcę się przejść - powiedziałam zakładając słuchawki.
Wiedziałam że takie olewanie Deana, nie jest wcale takie dobre. Na początku, było okej. Teraz już zaczyna się wkurzać. Ale to zapewne minie. Mam przynajmniej taką nadzieję. Gdy skończyła się trzecia piosenka z mojej playlisty weszłam do szkoły. Strasznie się bałam serce zaczęło bić mi szybciej, ręce zrobiły się mokre. Weszłam do klasy,gdzie czekała na mnie chemica.
- Dzień Dobry - przywitałam się.
- Dzień Dobry Amy. Mam nadzieję że jesteś przygotowana? - zapytała z nadzieją.
- Uczyłam się więc powinnam to dobrze napisać - powiedziałam z pewnością.
- Przygotowałam Ci łatwiejsze zadania - powiedziała, wręczając mi sprawdzian.

books, desk, grainy, school

Spogładając na kartkę pomyślałam że nic nie napiszę. Zadania wydawały się trudne ale zmieniłam  podejście i powiedziałam sobie w myśli : uczyłam się, zdam. Zabrałam się do rozwiązywania testu. Gdy zadzwonił dzwonek nauczycielka zabrała mi test, i zaczęła go sprawdzać od razu.
- Dostateczny - poinformowała mnie.
- Dziękuję- odpowiedziałam wychodząc z sali. Potem pognałam na niemiecki, i poprawiłam go. Ten dzień pod względem szkolnym był bardzo pozytywny - pomyślałam siedząc na ławce niedaleko szkoły. Patrzałam tępo w ziemię ciesząc się tym, że jednak zdaje. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam pisać sms-a do Rose. Siedziałam skupiona na pisaniu tak że nie przejmowałam się niczym innym.
- Czuję Deana, a raczej jego perfumy. Łagodny zapach męskich perfum z nutą ostrości osłabiał mnie. Kochałam go czuć, zawsze gdy był nie daleko. Ale teraz go nie było - pomyślałam zasmucona wysyłają sms-a. Telefon wypadł mi z ręki,a kiedy się po niego schyliłam zobaczyłam czarne ,,najki ".
- Co ty tu robisz? - zapytałam zszokowana.
- Patrzę na cały mój świat ... - powiedział poetycko.
 - yy.. wszędzie tu jest ten pieprzony świat - powiedziałam ziirytowana.
- Nie rozumiesz.... Twój piękny uśmiech który widzę tak rzadko, twoje świecące oczy, twój śmiech, twoje spojrzenie, twoje ciało, twój charakter, twoje wszystko. Ty cała jesteś moim światem.
- Zatkało mnie. Łzy powoli wylewały się z moich oczu. Nie widziałam co powiedzieć , co zrobić.Spojrzałam na Deana i nasze oczy się spotkały. Dean po chwili spojrzał mi na usta.
- Nic nie mów. Kocham cię i wiem, że ty mnie też- powiedział przybliżając się do mnie. Spojrzał mi na usta i musnął moją dolną wargę. Serce biło mi pięć razy szybciej niż powinno. Poczułam motyle w brzuchu.


- Muszę iść - powiedziałam przerywając mu ten pocałunek, bo wiedziałam do czego zmierza. Nie, nie, nie. Nie będzie tak łatwo- pomyślałam.
- Teraz ? Myślałem, Przez chwilkę. Tylko przez chwilę myślałem, że jak powiem ci to wszystko to ... Uwierzysz, i zostaniesz tak ze mną na zawsze - powiedział ze łzami w oczach.
- Myślisz że jest mi łatwo?! Zdradziłeś mnie tak? Co ona miała takiego, czego ja nie mam co? ! Czemu to zrobiłeś ? - pytałam załamana.
- Mówiłem Ci to już. Byłem głupi, pijany. Wiesz co się robi po pijaku ? Różne głupoty których się potem żałuje. Co mam dla Ciebie zrobić żebyś mi wybaczyła ? - zapytał zasmucony.
- Nic. Teraz już nic nie możesz zrobić. Muszę sama sobie poukładać wszystko w głowie i wtedy zdecyduję czy Ci wybaczę czy nie. Jednak nie licz na to że będzie to krótki czas - powiedziałam ze złością i odeszłam.

***

Ciekawe ile to potrwa - myślałem błądząc po ,, naszym parku ". W sumie, to ja chyba wiedziałem że Amy mi nigdy tego nie wybaczy. Ale czy to moja wina że byłem pijany ? Nigdy więcej alkoholu - pomyślałem nagle. Teraz muszę czekać. Czekanie mnie zabija. Nie mogę się odnaleźć. Jeszcze ten cholerny SMS od tej lalki z urodzin. Tej z którą podobno się całowałem. ,, Wiesz, zakochałam się w Tobie na tych urodzinach ". Jak Amy się o tym dowie, to będzie masakra ....

***

Weszłam do swojego pokoju i zaczęłam coś szkicować na kartce papieru. Byłam okropnie zamyślona. Nie liczyło się nic, tylko on. Zastanawiałam się czy mu uwierzyć, przebaczyć, zaufać na nowo. Z pewnością byłoby to cholernie trudne. Ale czy umiem zaufać ponownie i być z chłopakiem który mnie zdradził i zranił jak nikt inny ? Mam tylko dwa wyjścia. Jeśli ja przez niego cierpiałam to dlaczego on ma być cały czas szczęśliwy ? Przecież pogodziłam się z jego zdradą i odeszłam. Dlaczego znowu wrócił nie proszony do mojego serca ? Może po prostu lepiej będzie powiedzieć mu wprost że nie umiem mu zaufać i żeby o mnie zapomniał. A może jednak mu wybaczyć i być z nim mimo wszystko ? Jakie to jest wszystko trudne.... Mam dość tego wszystkiego. Nie mam pojęcia co zrobię. Na razie to zostawię - pomyślałam.


Czytelnicy !
Witam was po moim wyjeździe.
Napisałam ten rozdział w drodze na jedno z wesel ^^
Trochę kończyłam go też na koloniach.
Teraz znowu muszę się z wami żegnać...
Nie będzie mnie od 28.07. - 20.08
Z pewnością od razu po powrocie napisze dla was rozdział.

Pozdrawiam i dzięki za wyświetlenia ♥



piątek, 6 lipca 2012

Wyjazd.

Tak jak pisałam już na swoich innych blogach - wyjeżdżam. Dokładnie dzisiaj w nocy :) Specjalnie wcześniej napisałam wam II rozdział, dość długi. Ilością komentarzy mnie nie powaliliście niestety, ale mam nadzieję że to się zmieni :) Dzisiaj pakowanie, jutro wesele, po jutrze powrót i poprawiny. A rano w poniedzialek kolonie ♥ Będzie zapewne super. Ostatnio u mnie nie najlepiej. Jeśli chodzi o sprawy sercowe. Zapominanie to nie moja działka ;x Dam radę. Mam nadzieję że jak wrócę to zaskoczycie mnie ilością wyświetleń, i komentarzami ?

+ Zatrać się w czytaniu mojej drugiej  książki a nie pożałujesz - http://pamietniknastolatki15.blogspot.com/



Pozdrawiam ♥



Czekoladova__♥

środa, 4 lipca 2012

Rozdział II ♥ : ,, Starania Deana "

Siedziałam w ciszy nad grobem ojca. W pewnym sensie rozmawiałam z nim. Było dość późno. Powoli zebrałam się i otarłam łzy. Do domu doszłam w piętnaście minut. Od razu poszłam do pokoju matki. Zostałam ją, gdy rozmawiała, a raczej flirtowała z jakimś obcym mężczyzną. Czułam w sobie ogromną złość. Ale przecież nie mogę jej zabronić spotykania się z innymi facetami. Choć strasznie mi się to nie podoba. Wyszłam z pokoju trzaskając drzwiami i pognałam na górę. Spojrzałam na lustro i wytarłam rozmazany tusz, a używałam go bardzo dużo. W pewnej chwili zadzwonił mój telefon. Nikogo się nie spodziewałam oprócz - Rose. W szkole nikt się mną nie interesował, twierdzili że jestem zbyt dziwna żeby się ze mną zadawać. A przecież inność to zaleta. Czy mam być taka sama jak te wszystkie plastikowe dziewczyny z różowymi sukienkami, w których widać im cały biust i mają tyłek na wierzchu ? Nie. Mój styl jest prosty, i dlaczego niby taki inny ? Po prostu lubię czarny, poza tym mam żałobę po tacie. Niektóre osoby, a nawet większość śmiała się ze mnie że ubieram się na czarno jakbym miała żałobę. Zawsze kończyło się to moim płaczem, ponieważ nie zdawali sobie z tego sprawy że faktycznie może ktoś z mojej rodziny odszedł. Dalej nie mogę pogodzić się z odejściem ojca, i nigdy się nie pogodzę. Podeszłam do łóżka odbierając telefon.
-Amy ? Może pomóc Ci w uczeniu się tej matmy ? W sumie jestem dość dobra - zaproponowała.
-Rose, z nieba mi spadłaś, wbijaj do mnie - powiedziałam z pierwszym uśmiechem w tym dniu.
-Będę za piętnaście minut, narazie - odpowiedziała pogodnie.
-Okejj - rozłączyłam się.
Przypomniałam sobie o mandacie, wiec poszłam do mamy i położyłam jej go na stole.
-Czekaj czekaj - zatrzymała mnie - Co to jest !? - zapytała z podniesionym głosem.
-Mandat- powiedziałam niewinnie.
-Za co ? - zapytała ze zdziwieniem.
-Nie miałam biletu. A wiesz, jechałam do szkoły na wyrównawcze z matmy żeby poprawić zagrożenie... - opowiadałam, lecz mi przerwała.
-Amy, nie przejmuj się. Zapłacę, ważne że poprawiasz zagrożenia. Bardzo się cieszę że się wzięłaś za siebie - powiedziała z uśmiechem.
-Dziękuje mamo - odpowiedziałam.
Pierwszy raz mama była dla mnie taka miła, że aż się zdziwiłam. Pobiegłam do pokoju i przebrałam się w luźne ciuchy. Była to ogromna męska bluzka z zespołem Thousand Foot Krutch oraz czarne leginsy. Wyjęłam książkę od Matematyki i zaczęłam się uczyć. Matematyka pochłonęła mnie w całości, strasznie wczytałam się w zadania i szło mi bardzo dobrze. Pół godziny później zadzwonił dzwonek do drzwi, i krzyknęłam na cały dom - OTWARTE ! - chwilkę później w moim pokoju pojawiła się Rose. Rudo włosa dziewczyna o bardzo jasnej karnacji, która ćwiczyła taniec, i dzięki temu była bardzo wygimnastykowana.
- Przepraszam Cię za spóźnienie, ale lekcja się przedłużyła - powiedziała na wstępie.
-Nic się nie stało, już mniej więcej to ogarniam- uśmiechnęłam się.
Z Rose uczyłam się około godzinę. Gdy zastała nas godzina 20 Rose poszła do domu, a ja zostałam sama. Nienawidziłam tego uczucia, choć samotność mnie prześladowała. Wzięłam szybki prysznic i ubarałam swoją o dziwo, czerwoną koszulę nocną. Usiadłam z laptopem na podłodze wchodząc na GG dostrzegłam wiadomość od nieznanego numeru.


1428828 (numer jest przypadkowy) : Cześć, wiem że nie chcesz mnie znać, ale to nic nie zmienia ...
Amy : Kto ty ?
1428828: Dean...
Amy: Zostaw mnie w spokoju, proszę ...
1428828: Przepraszam, ale ja chciałbym z Tobą porozmawiać, nie wiesz wszystkiego.
Amy: Przez Ciebie chciałam popełnić samobójstwo. Nie chcę znowu cierpieć.
1425828: Nie pozwolę Ci tak po prostu odejść ...
Amy: Przypomniałeś sobie o mnie po tak długim czasie, chyba już trochę za późno - napisałam ze zdenerwowaniem.
1425828: Cały czas Cię kocham.
Amy: To już nie ma znaczenia - napisałam blokując numer w którego pisał.
Ze zdenerwowania wyłączyłam laptopa choć miałam jeszcze wiele rzeczy do zrobienia. Deana, oczywiście kochałam, ale nie miało to większego sensu. Po co mam być z nim znowu ? Żeby znowu mnie zranił ? Nie tym razem... - pomyślałam zakrywając się kołdrą. Nie wiadomo kiedy zaczęły cieknąć mi łzy. Chwyciłam za MP3 i słuchawki i zaczęłam słuchać muzyki tak głośno,żeby zagłuszyła ona moje myśli. W końcu zasnęłam z słuchawkami w uszach.

Głośne brzmienie piosenki Linkin Park obudziło mnie, i zaczął się mój kolejny stracony dzień. Szybko wskoczyłam do łazienki i wzięłam zimny prysznic. Potem wyjrzałam za okno. Niebo było bezchmurne, słońce prażyło mi wprost w oczy. Założyłam czarne rurki, czarne trampki i ciemną fioletową bluzkę z jakimś napisem po angielsku. Wzięłam swoją czarną torbę i pobiegłam na autobus. Po drodze spotkałam Rose więc pojechałyśmy razem.
W szkole było strasznie mało ludzi. Do ostatecznego wystawienia ocen zostały cztery dni. Na każdym przedmiocie rozmawiałam o poprawkach. Z wszystkich przedmiotów miałam już załatwione. W każdym dniu aż do piątku coś poprawiam. Siadłam niezdarnie na podłodze przy klasie, czułam że wszyscy się na mnie patrzą. Po chwili zobaczyłam go  - Dean. Podgłosiłam muzykę, i zaczęłam pisać SMS-a do
Rose : Gdzie jesteś ? Chodź pod sale. Dean tu jest ! : ( 
Dean szedł obok mnie, po chwili zobaczyłam jego glany zwrócone w moją stronę, ale nie podnosiłam głowy. Kucnął obok mnie, i wpatrywał mi się w twarz. Udawałam że mam go gdzieś, nie spojrzałam na niego. Siedziałam nie ruszając się. Ta chwila była dla mnie bardzo krępująca, bo Dean przyglądał się każdemu detalowi mojej twarzy która moim zdaniem nie była idealna. w końcu zadzwonił dzwonek i chciałam wstać, lecz jego kolana były zbyt blisko mojego ciała i uniemożliwiały mi wstanie.
-Możesz się przesunąć ?! - krzyknęłam.
-O co ci chodzi ? Chciałem Cię przeprosić ....- zaczął.
-Daj mi spokój-przerwałam mu wyrywając się i wchodząc do klasy.
Plastyka - lekcja wolna, więc wyciągnęłam rysownik i zaczęłam coś tworzyć. Po chwili do sali weszła Rose i zajęła miejsce obok mnie.
-Miałaś przyjść pod sale - wkurzyłam się na nią.
-Wiem, przepraszam ale rozmawiałam z Jeremy'm -odpowiedziała.
-Okej, Dean mnie prześladuje.... - pożaliłam się.
-Olej go ..-powiedziała z uśmiechem.


Dean był bardzo dobrze zbudowanym mężczyzną z ciemnymi włosami które zachodziły mu na oczy. Chodził do 3 B. W klasie panowała cisza, ja zajęta swoim rysunkiem totalnie nie ogarniałam co się dzieje w klasie. Strasznie się wczułam. W pewnej chwili ktoś zapukał do drzwi i wszedł do klasy. Nawet nie podniosłam głowy, kiedy usłyszałam ,, Mogę poprosić na chwilkę Amy ? " . Nauczyciel spojrzał na postawnego chłopaka i odpowiedział przyjaźnie ,, Dobrze, widzę że to coś pilnego. Amy idź " .
Spojrzałam na Deana ze złością i wstałam naburmuszona wychodząc z klasy. Dean powoli zamknął drzwi.
-Co ty odwalasz ?! - zapytałam z gniewem.
-Musiałem... na przerwie niestety ze mną nie chcesz rozmawiać, więc zdecydowałem że przyjdę do Ciebie na lekcji - powiedział z cwaniackim uśmiechem.
-Mądre... bardzo. Więc czego chcesz ? - zapytałam spokojnie.
-Chcę żebyś do mnie wróciła - powiedział ze smutkiem.
-Ale co mnie to obchodzi ?! Może ja nie chcę ? Leć sobie do tej laski z imprezy i zapomnij o mnie. Słyszysz ?! Przez Ciebie się prawie zabiłam idioto - krzyknęłam.
-Ale ja Cię kocham kurwa ! - krzyknął tak głośno, że chyba cała moja klasa go słyszała.
-Co się drzesz ?! To nie jest mój problem. Pewnie teraz myślisz że jestem zimną suką, ale mam powody. Człowieku ogarnij się okej ? Teraz Ci się przypomniało że mnie kochasz ? Pffff .. daruj sobie - powiedziałam patrząc mu głęboko w oczy.
-Nie poznaję Cię... wiem że mnie kochasz. Nie odpuszczę - powiedział patrząc na mnie ze łzami w oczach.
-Twoje życie, twoja sprawa - powiedziałam wchodząc do klasy.
Oczy wszystkich uczniów razem z nauczycielem były skierowane na mnie. Czułam się dziwnie, bardzo mi było głupio. Potem słyszałam jak dziewczyny obgadywały Deana...
Gdy skończyła się ostatnia lekcja szybko wybiegłam ze szkoły. Słońce świeciło mi w twarz. Nienawidziłam tego, kochałam być blada najlepiej jak ściana.

*** 


Byłem totalnie zdołowany. Czy Amy już mnie nie kocha? Tak jestem kretynem, dobrze o tym wiem. Ale nie wiem co robić, żeby ją odzyskać ! Mam dość, chyba się zabiję. Tak emo ze mnie ale mam to w dupie. Jaki jest sens w moim życiu, jeśli jej nie ma? Dla mnie to życie nie ma żadnego sensu, gdy nie ma jej obok czuję się niczym. Nie wiem co mam zrobić, wszystko mi się miesza trochę... Szedłem na przystanek paląc kolejną fajkę. Cały czas szukałem jej wzrokiem lecz nigdzie jej nie było. Przez przypadek zakrztusiłem się dymem z papierosa. Oczy mnie zaszczypały, a serce zabolało. Zobaczyłem ją. Właśnie wsiadała do autobusu, zacząłem biec. Ale nie zdążyłem wsiąść. Być może jest już za późno. Być może za późno powiedziałem jej że nadal ją kocham ... 


***
Jadąc autobusem zastanawiałam się nad Deanem. Czy wybaczyć mu czy nie ? Raczej mu nigdy nie wybaczę. Nigdy mu nie zaufam, ale przecież go kocham. Pewnie myśli teraz sobie, że już go nie kocham i pewnie się podda. Przestanie o mnie walczyć ? Myślę, że jeśli kocha mnie tak bardzo, jak ja jego to nie odpuści, choćby nie wiem co. Wysiadłam z autobusu wyciągając fajkę. Szybko wypaliłam a potem popsikałam się mgiełką i wzięłam arbuzową gumę. Weszłam do domu trzaskają drzwiami. Dzisiaj mam poprawę Historii o 17. Była 14.30, od razu po wejściu do domu poszłam do kuchni, zrobiłam sobie mocną kawę oraz wzięłam  czekoladowe ciasteczka. Mama nie odzywając się poza zwykłym ,, cześć " przyglądała mi się uważnie. W końcu przerwała ciszę pytając:
-Co będziesz dzisiaj robić ? - uśmiechnęła się szeroko, jak nigdy dotąd.
-Teraz będę się uczyć - odpowiedziałam.
-Serio? Nie poznaję Cię ! Nareszcie Amy zrozumiałaś co w życiu jest ważne. Leć na górę, nie będę ci przeszkadzać - powiedziała przyjaźnie.
Poszłam na górę i otworzyłam szafę wkładając do niej wszystkie rzeczy które miałam na sobie. Stałam w czarnej bieliźnie przed szafą zastanawiając się co włożyć. Próbując wyciągnąć czarną bluzkę z rockowego zespołu coś wypadło na podłogę. Bluzka Deana !? Całkowicie zapomniałam że ją mam. Nadal pachniała jego perfumami. Kochałam je. Byłam strasznie przezwyczajona do jego zapachu. Z Deanem byłam przez 20 miesięcy. Jak to mówią najgorszym efektem ubocznym tęsknoty jest przezwyczejenie. Podniosłam koszulkę z podłogi i założyłam ją na siebie. Była na tyle duża że zakrywała mi moje czarne bokserki. Położyłam się na łóżku i zaczęłam uczyć się Historii...


Około 16.30 włożyłam spodnie, autobus miałam za pięć minut. Umiałam wszystko - tak mi się przynajmniej wydawało. Wbiegłam w ostatniej chwili do autobusu. Siadając na ostatnie miejsce poczułam zapach Deana. Uświadomiłam sobie że zapomniałam zmienić bluzkę i właśnie mam ją na sobie. Modliłam się tylko żeby nie spotkać Deana. Dziesięć minut po siedemnastej weszłam do klasy. Historyczka kazała mi zająć miejsce przy biurku. Najgorsze było to że w drugiej ławce siedział Dean który patrzał mi to w oczy, to na bluzkę. Zajęłam miejsce zawstydzona i nauczycielka dała mi sprawdzian. Bardzo szybko go napisałam. Byłam przygotowana. Oddając kartkę zerknęłam na Deana który najwidoczniej czekał na mnie bo sprawdzian już dawno skończył. Nauczycielka sprawdzała moją pracę z uśmiechem. Na koniec powiedziała tylko :
-Ocena bardzo dobra, napisałaś ten sprawdzian lepiej niż się spodziewałam. Miałaś pisać jeszcze kartkówkę, ale zaskoczyłaś mnie. Dlatego wymazuję Ci zagrożenie i z Historii masz już spokój - uśmiechnęła się szeroko.
-Bardzo pani dziękuje - powiedziałam wychodząc z klasy. 
Zaraz za mną wyszedł Dean zaczepiając mnie.
-Co chcesz ? - zapytałam łagodnie.
-Masz na sobie moją bluzkę.... - powiedział z uśmiechem.
-Nie jest Twoja - skłamałam.
-Jest moja. Rozmiar XL, z moim ulubionym zespołem i ma z tyłu przy szyi tą małą dziurę - powiedział.
-No dobra, jest twoja. Ale to nic nie zmienia - odpowiedziałam.
-Jeśli ją nadal nosisz, to znaczy że nie jest Ci obojętna. Zresztą ja też nie ... - powiedział.
-Może masz rację, muszę iść. Cześć - pożegnałam się z uśmiechem.
-Cześć ...


Do domu wróciłam dość szybko. Byłam bardzo zmęczona, a jutro czekała mnie kolejna poprawka. Zasnęłam szybko śniąc o Deanie ...





Czytelnicy ♥
Mam dla was ten dłuuuugi rozdział :)
Zastanawiałam się nad powrotem do Zatracenia,
ale chyba szybko to nie nastąpi ...
Ponieważ w Sobotę wyjeżdżam,
i nie będzie mnie przez 14 dni ...
Zanim wyjadę na pewno wam napiszę krótką
notkę na temat mojego wyjazdu :)
+ W rozdział włożyłam kawałek z perspektywy Deana .

++Dzięki za wyświetlenia :*
Podoba wam się ? ^^
Pozdrawiam ♥

sobota, 9 czerwca 2012

Rozdział I ♥ : ,, Pechowy dzień "

Siedziałam pod klasą. Byłam taką małą osóbką którą wszyscy mieli gdzieś. To znaczy, może nie mieli gdzieś, bo każdy się na mnie dość dziwnie patrzał. Odstawałam od reguły. Byłam całkiem inna niż te wszystkie plastikowe dziewczyny. Kiedyś jeszcze przed tymi najgorszymi zdarzeniami w moim życiu, byłam normalną dziewczyną. Ubierałam kolorowe bluzki, sukienki. Teraz jestem małą czarną istotą strasznie zamkniętą w sobie. Nie lubię mówić ludziom o moich problemach, w sumie jest tylko jedna osoba na tym świecie która mnie rozumie - Rose. Moja najlepsza przyjaciółka która była przy mnie gdy straciłam tatę, i prawie się zabiłam przez chłopaka. Od roku jestem sama, nie umiem się pozbierać po tak ogromnej stracie. Tata zmarł cztery miesiące temu, to mnie jeszcze bardziej dobiło. Najpierw chłopak, potem tata. Miałam dość życia, chciałam umrzeć. I prawie mi się to udało bo wyskoczyłam w końcu z okna na drugim piętrze. ,, Niestety" złamałam Tylko nogę i cała się poobijałam. Na ciele mam mnóstwo blizn po tym incydencie. Ale chowam je pod czarnymi materiałami ubrań. Głównie noszę bluzy z długim rękawem żeby nie było też widać moich blizn po cięciu się. Teraz już nawet kalecząc sobie ręce nie czuję bólu i to jest najgorsze. W szkole tak się posypało, że teraz na koniec roku mam 5 zagrożeń. Staram się to wszystko popoprawiać ale widok mojego byłego w szkole wcale mi nie pomaga. Na szczęście właśnie wychodzę ze szkoły, o ile w ogóle zdam. Zawsze tłumię ból w sobie, żeby nikt nie wiedział jak bardzo mi źle.
W końcu zadzwonił dzwonek i musiałam się zebrać z podłogi.


 Schowałam pośpiesznie słuchawki do dużej czarnej torby i zauważyłam nauczycielkę od Chemii zmierzającą do naszej klasy. Otworzyła klasę i wszyscy rzucili się do wejścia, a ja 0czekałam spokojnie. Chemica rzuciła na mnie wredne spojrzenie a ja lekcewarząc ją weszłam do klasy siadając w ostatniej ławce. Lekcja się zaczęła a ja pierwsze co wyciągnęłam z torby to mój szkicownik. Zaczęłam coś tam bazgrać kiedy usłyszałam: Amy do odpowiedzi.
-Proszę pani, ja na dzisiaj nie jestem przygotowana - wykrztusiłam pierwsze swoje zdanie w tym dniu.
-Przy takim podejściu, ja Cie nie przepuszczę do następnej klasy - powiedziała.
-Ja to poprawię - powiedziałam.
-Kiedy ? Jeszcze Cie nie widziałam na zajęciach wyrównawczych. Zostało Ci dziesięć dni ! - krzyknęła.
-Niech Pani na mnie nie krzyczy, bo nie jestem głucha - odpowiedziałam złośliwie.
-Siadaj ! Jedynka ! - krzyknęła wpisując swoim czerwonym długopisem ocenę.
Super - pomyślałam.
Przez resztę lekcji rysowałam dalej swój twórczy rysunek aż w końcu usłyszałam dzwonek.


 Wyszłam pośpiesznie ze szkoły i pobiegłam do autobusu. Oczywiście bez biletu podjechałam dwa przystanki i doszłam do domu. Mieszkałam w bardzo małym i starym domku. Był bardzo zaniedbany. Weszłam jak najciszej umiałam, lecz drzwi strasznie skrzypiały.
- Amy ! - usłyszałam na wstępie.
- Co znowu ? - zapytałam wchodząc do salonu.
- Poprawiłaś mam nadzieję zagrożenia - powiedziała.
- Jeszcze nie - odpowiedziałam.
- Na co ty czekasz !? Zaraz są konsultacje to się wybiorę zapytać się czy w ogóle coś robisz w kierunku poprawy ! - krzyknęła.
-Idź, i daj mi już spokój - powiedziałam wchodząc na górę do swojego pokoju.


Mój pokój był bardzo przytulny, ciemny i znajdował się na poddaszu. Był on moim ulubionym miejscem w całym domu. W pokoju miałam duże, dwuosobowe łóżko, obok stała szafka nocna z lampką, zegarkiem i innymi przedmiotami. Na przeciwko wejścia do pokoju znajdowało się małe okno, a nad nim jakieś rysunki. Obok okna znajdował się telewizor. W drugiej części pokoju miałam dość małą szafę, biurko i stolik z farbami, ołówkami i innymi zestawami plastycznymi. Był to taki kącik do tworzenia nowych dzieł. Nad biurkiem powieszone były moje obrazy.


Położyłam się na łóżku rozmyślając o życiu. Wyciągnęłam kartkę z wypisanymi przedmiotami z których mam zagrożenia :
- Matematyka
-Historia
-Chemia
-Niemiecki
-Biologia

Muszę się wziąć w garść - pomyślałam wkładając zeszyt od Matematyki do torby. Dość szybko ubrałam swoje czarne, zniszczone glany i wyszłam. Szłam szybkim krokiem do ciężkiej rockowej muzyki. W końcu doszłam na przystanek i wsiadłam w pierwszy autobus jadący w stronę mojej szkoły. Jechałam piętnaście minut. Gdy autobus już dojeżdżał na przystanek na którym miałam wysiąść wstałam z siedzenia i stanęłam przy wyjściu. Autobus się zatrzymał, lecz drzwi się nie otworzyły. Nagle do autobusu pierwszymi drzwiami wsiadło trzech wysokich mężczyzn. Serce zaczęło mi bić o wiele szybciej ze strachu bo okazało się że to kanary. 
-Bilety do kontroli - powiedział jeden z nich patrząc na mnie srogim wzrokiem.
-Nie mam - odpowiedziałam.
-Czyli zapłaci pani karę. Czy pani nie wie że podróżując autobusem należy mieć bilet ? - zapytał.
-Wiem, ale jechałam tylko dwa przystanki - próbowałam jakoś się bronić.
-Nie interesuje mnie to, płaci pani karę w wysokości 110 zł - powiedział z naburmuszoną miną wręczając mi mandat.
-Cudownie, Dowidzenia - powiedziałam złośliwie.
Wyszłam z autobusu wściekła na cały świat. Pytałam się w myślach kiedy ten dzień się wreszcie skończy, bo miałam dość. W domu były problemy z pieniędzmi, więc matka mnie zabije za ten pieprzony mandat. W końcu doszłam do szkoły i weszłam na górę wchodząc do klasy matematycznej.
-  Dzień Dobry - zaczęłam.
- O, Amy - nauczycielka spojrzała na mnie ze zdziwieniem.
- Przyszłam z panią porozmawiać - uprzedziłam, i w tym momencie wszystkie osoby znajdujące się w sali dziwnie na mnie zerknęły.
- Jasne, siadaj - zaproponowała - więc zajęłam pierwszą ławkę obok jej biurka.
- Chciałabym się zapytać co mam poprawić, żeby nie mieć zagrożenia - powiedziałam wprost.
- Rozumiem, tu jest zagrożenie tak zwane awaryjne. Więc wystarczy że napiszesz sprawdzian z procentów i kartkówkę z geometrii, tą ostatnią - powiedziała nauczycielka uśmiechając się.
- Dobrze, czyli mam przyjść za tydzień o tej samej porze ? - zapytałam.
- Z tego co wiem, masz jeszcze cztery zagrożenia. Myślę że nie zdążysz. Przyjdź jutro o 14.30 dobrze ? - zapytała.
- Dobrze, dziękuje - powiedziałam wychodząc z klasy.


Rose: Jak tam ?
Amy: Jutro mam matme, poprawiam zagrożenie.
R: To dobrze, jak humor ?
A: A jaki może być? Beznadziejny, w ogóle mama się czepia że się nie wygrzebię z zagrożeń.
R: To się zdziwi.
A: No chyba...
R: Jak z ... ? No sama wiesz...
A: Nie pytaj o niego, sorry cześć.

Wyłączyłam laptopa. Na samo wspomnienie o ,, nim " robiło mi się strasznie smutno. Był chłopakiem, z którym chciałam spędzić całe życie. Rozumiał mnie lepiej niż kto kolwiek, nie był taki sam jak ja.. Był takim skrytym mężczyzną z brązowymi włosami i piwnymi oczami. Miał 17 lat i nazywał się Dean.Byłam w nim zakochana po uszy, wciągnął mnie w palenie papierosów. Do tej pory nie wygrzebałam się z nałogu. Najgorsze było to, że zdradził mnie na moich oczach. Ja ? Słaba, niewinna, taka mała szara myszka..


nie myślałam co robię. Widziałam tylko to, że całowali się na moich oczach. Potem niby sie tłumaczył ze to ona go pocałowała, ale nie obchodziło mnie to, jakby nie chciał to by ją odepchnął. Ludzie potem mówili że się opili i spali razem. To mnie jeszcze bardziej dobijało. Po wyjściu z tych cholernych urodzin przyjaciółki, bo były to urodziny Rose pobiegłam do pewnego wieżowca i skoczyłam z drugiego piętra. Byłam bliska śmierci, jednak stał się cud - tak powiedział lekarz. Rose powtarza że widocznie Bóg potrzebuje mnie na tej ziemi i dlatego nie pozwolił mnie zabrać. Od tego incydentu zaczęłam się ciąć. Stan mojego zdrowia dalej nie jest prawidłowy bo mam problemy z sercem. Od zdarzenia na urodzinach nie widziałam już Deana. Mam nadzieję że nigdy go już nie zobaczę, bo to zaboli. Po trzech miesiącach dowiedziałam się od matki że tata umarł w wypadku samochodowym - załamałam się. To co czułam, nie jest w stanie nic opisać, nikt. Po śmierci zaczęłam się ciąć jeszcze bardziej. Tata był wyrozumiały, zawsze mogłam z nim porozmawiać. Od jego odejścia czuję pustkę, której nic i nikt nigdy nie wypełni. Codziennie chodzę na cmentarz i rozmawiam z ojcem.Teraz nadal cierpię, nie pozbierałam się po śmierci, dalej płaczę po nocach że taty nie ma, a Deana dalej kocham i tęsknie mimo to że tak bardzo mnie zranił ... Życie jest brutalne ..




Czytelnicy !
Pierwszy rozdział ...
Jak wam się podoba ?
Proszę o opinie w komentarzach :))





piątek, 30 marca 2012

Prolog

,, Miłość jest jak narkotyk. Na początku odczuwasz euforię, poddajesz się całkowicie nowemu uczuciu. A następnego dnia chcesz więcej. I choć jeszcze nie wpadłeś w nałóg, to jednak poczułeś już jej smak i wierzysz, że będziesz mógł nad nią panować. Myślisz o ukochanej osobie przez dwie minuty, a zapominasz o niej na trzy godziny. Ale z wolna przyzwyczajasz się do niej i stajesz się całkowicie zależny. Wtedy myślisz o niej trzy godziny, a zapominasz na dwie minuty. Gdy nie ma jej w pobliżu - czujesz to samo co narkomani, kiedy nie mogą zdobyć narkotyku. Oni kradną i poniżają się, by za wszelką cenę dostać to, czego tak bardzo im brak. A Ty jesteś gotów na wszystko, by zdobyć miłość. "

Paulo Coelho


Inność. To takie niby proste pojęcie ale jednak zadaje wiele pytań. Nie każdy wie co to inność. W świecie w którym żyjemy niektórzy wzorują się na innych, patrzą na to co noszą inni i jak się zachowują zamiast po prostu być sobą. Inni zachowują i ubierają się podobnie do swojej paczki aby nie być postrzeganych za dziwoląga i nie pasującego do grupy. Są jednak osoby wyjątkowe które wyróżniają się. Mają swój własny styl, nie zwracają uwagi na opinię innych i są po prostu sobą. Niektóre osoby są na tyle ,,dziwne"  że ciężko się z nimi porozumieć.Wtedy szukają osoby która będzie tak samo wyjątkowa i dziwna. Jest to bardzo ciężkie ale przecież istnieje coś takiego jak przeznaczenie. Ludzie mówią że jeśli jest ci ktoś przeznaczony to chodźby nie wiem co to i tak na Ciebie wpadnie. Istnieją ludzie którzy nie wierzą w przeznaczenie, mówią że nie istnieje nic takiego. Jednak inni zaś czekają na osobę która jest im naprawdę przeznaczona. Nie ma zdania ani dowodu na istnienie przeznaczenia, trzeba po prostu to poczuć. 
Idziemy sobie jak codzień po parku i nagle wpadamy na ślicznego niebieskookiego chłopaka. Patrzymy mu w oczy i czujemy coś dziwnego... przecież nie znamy tej osoby. Widzimy ja pierwszy raz ale coś kuje nas w serce miłość od pierwszego wejrzenia ? Czy coś takiego wogóle istnieje ? ....